Henryk Szuman (ur. 3 lutego 1822 we Władysławowie, powiat Czarnków, obecnie Huta, zm. 17 grudnia 1910 w Swarzędzu), polski działacz społeczny i polityczny, prawnik.

Tablica pamiątkowa rodziny Szuman na cmentarzu św. Marcina w Swarzędzu.

Był synem adwokata pilskiego Maurycego i Henryki z Hoyerów, bratem Kazimierza. Kształcił się w gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu (ukończył w 1841), następnie studiował prawo na uniwersytecie we Wrocławiu, Bonn i Berlinie. W czasach studenckich zaangażował się w działalność narodową. We Wrocławiu należał do Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego, był jego sekretarzem i współautorem statutu ("ustawy", 1842). Koło studentów polskich organizował także w Berlinie, pełnił funkcję łącznika z poznańską organizacją spiskową, tzw. Komitetem Libelta.

W 1846 uzyskał stopień doktora praw. Pracował w sądownictwie w Magdeburgu i Berlinie; w 1847 był pomocnikiem adwokata Crelingera, broniącego polskich spiskowców z 1846 w procesie berlińskim. W 1848 zorganizował polską Legię Akademicką (ok. 150 osób) i przyprowadził ją do Poznania; pełnił funkcję delegata poznańskiego Komitetu Narodowego w Berlinie, potem sekretarza tymczasowej Dyrekcji Ligi Polskiej. Powrócił w Poznańskie po uspokojeniu wydarzeń politycznych.

Prowadził folwark w rodzinnym Władysławowie, w latach 1854-1856 był sędzią pomocniczym w Śremie. W 1863 redagował przez krótki czas "Dziennik Poznański". Uczestniczył w pracach tzw. Komitetu Działyńskiego, wspierającego powstanie styczniowe (jako komisarz na powiat czarnkowski). W maju 1863 został aresztowany i uwięziony w berlińskim Moabicie, odzyskał wolność na mocy specjalnej uchwały parlamentu pruskiego po wyborze na posła. Objął mandat parlamentarny w Berlinie w 1864 i pełnił go do końca życia. W latach 1870-1909 przewodniczył Kołu Polskiemu w Berlinie. Bronił polskich praw narodowych i językowych, jednocześnie będąc zwolennikiem porozumienia z rządem za cenę drobnych ustępstw w polityce germanizacyjnej.

Działał w polskich organizacjach kulturalnych i gospodarczych. Był jednym z 42 członków- założycieli Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1857), współtworzył Towarzystwo Rolnicze poznańsko-szamotulskie oraz Bank Włościański (1872). W latach 1872-1885 był prezesem Centralnego Towarzystwa Gospodarczego.

Przed 1847 publikował drobne utwory literackie i przekłady (głównie w pismach "Przyjaciel Ludu" i "Tygodnik Literacki"), później uprawiał przede wszystkim publicystykę polityczną i historyczną. Niektóre prace:

Rys życia i działalności Karola Libelta (1876)

Rys historyczny początków i zawiązku parlamentaryzmu polskiego w Prusiech (1894)

Wspomnienia berlińskie i poznańskie z roku 1848 (1898) (kopia cyfrowa )

W 1859 poślubił Kamilę z Kościelskich; z małżeństwa tego urodziło się czterech synów (Stanisław, Jan Nepomucen, Antoni, Marian) oraz córka (Henryka).

 

 

 

Źródło: Wikipedia

 

 

 

 

 

Stanisław Kwaśniewski urodził się 30 marca 1885 roku we Lwówku, powiat Nowy Tomyśl. Z zawodu był stolarzem. Powołany do armii niemieckiej ukończył w niej służbę w 1909 roku najprawdopodobniej w stopniu starszego marynarza (takim stopniem podpisany jest na zdjęciu z 1908 r. w szalupie pancernika SMS Hamburg). 15 lipca 1909 roku wziął w Swarzędzu ślub z Jadwigą Nowakowską (ur. 1885 r.). Wspólnie zamieszkali na ulicy Dworcowej w Swarzędzu. Najprawdopodobniej jego żona zmarła i Kwaśniewski ożenił się po raz drugi. Z drugiego związku przyszły na świat w latach 1928 -1930 trzy córki: Joanna, Halina i Wanda. Przed rokiem 1918 pracował w Swarzędzu jako stolarz. Nie są znane jego losy przed listopadem 1918 r. Być może został zmobilizowany w 1914 r. wobec wybuchu wojny i służył w marynarce wojennej, a kiedy armia niemiecka rozpadała się na skutek klęski w 1918 r. oraz wybuchu rewolucji w Niemczech opuścił okręt i wrócił do Swarzędza. Tutaj współorganizował oddziały wojskowe ochotników swarzędzkich oraz wziął udział w walkach pod Zamościem koło Szubina, gdzie powstańczy oddział marynarzy 18 lutego 1919 r. zdobył niemiecki pociąg pancerny. W dokumentach odnotowano, iż służył w wojsku polskim od 14 stycznia 1919 do 15 lipca 1920 r.. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. Okres międzywojenny spędził w Swarzędzu. Aresztowany przez hitlerowców na początku II wojny światowej został bestialsko zamęczony w forcie VII w Poznaniu. Niemiecki akt zgonu podaje datę 21 kwietnia 1940 r. Świadkiem śmierci Stanisława Kwaśniewskiego był syn burmistrza Swarzędza Tadeusza Staniewskiego Leszek.

(biogramy na podst. materiałów zgromadzonych przez Floriana Fiedlera)

 

Źródło: www.aqq.com.pl

 

KOMIKS O POWSTANIU WIELKOPOLSKIM   <-- KLIKNIJ

 

 

 

II Zjazd Potomków  Jana Zaporowskiego

 

            AUTOR: HANNA POKORSKA

 

Nazwisko Zaporowski jest znane w Swarzędzu od ponad stu lat.  Wszystko za przyczyną Jana Zaporowskiego, założyciela swarzędzkiej gałęzi tego rodu. Gałąź ta tak się rozrosła, że dzisiaj liczy kilkadziesiąt osób zamieszkujących różne zakątki Polski i świata.

W bieżącym roku odbył się II Zjazd Potomków Jana Zaporowskiego. Zachęcony sukcesem I Zjazdu, który miał miejsce w 2004 roku, jego  organizator – Marian Pokorski, prawnuk Jana Zaporowskiego, podjął przygotowania do kolejnego rodzinnego spotkania.

A wszystko przez znaleziony  przypadkowo po latach artykuł „Dzielny powstańczy ród Zaporowskich”, który ukazał się 11 stycznia  1973 roku na łamach „Ilustrowanego Kuriera Polski”. Jego autorem, skromnie podpisujący się inicjałami„AD” był znany regionalista i miłośnik ziemi swarzędzkiej Adam Dytkiewicz, który znał osobiście założyciela rodu.

Warto więc w tym miejscu przypomnieć sylwetkę Jana Zaporowskiego. Urodził się  w Gonicach, powiat Września, 18 października 1864 r., był synem Antoniego, powstańca styczniowego – kosyniera spod Książa, Miłosławia i Sokołowa, i Julianny  Ruszkowskiej. Miał czworo rodzeństwa, dwie siostry – Mariannę i Stanisławę oraz dwóch braci – Władysława i Franciszka. Uczył się w szkole powszechnej we Wrześni, następnie w Poznaniu, gdzie po trzech latach nauki oraz ukończeniu kursów kwalifikacyjnych w szkole Bolesława Dembińskiego zdobył zawód organisty. 1 października 1888 r. objął wakującą posadę organisty w Swarzędzu. Tu poznał Jadwigę Wajmann, z którą się  ożenił. Po trzech latach, 1 października 1891 r. został organistą w Bukowcu (pow. Nowy Tomyśl), gdzie pracował przez dwanaście lat; później funkcję  tę pełnił również w Środzie Wielkopolskiej i Panience (pow. Jarocin). W 1905 r. wrócił do Swarzędza i znów objął posadę organisty; pracował tutaj aż do 30 marca 1934 r. Miał jedenaścioro dzieci; udało się ustalić imiona dziesięciorga z nich: Edmund, Kazimierz, Władysław, Czesław, Antoni, Mieczysław, Marian, Zygmunt, Stanisław, Jarosław. Umarł 25 maja 1954 r. Pochowany został na cmentarzu przy kościele pw. św. Marcina w Swarzędzu.

O dzieciach Jana również zachowało się trochę informacji. Wiadomo, iż jego synowie – Edmund i Mieczysław, niejako kontynuując muzyczne zainteresowania ojca, byli członkami działającego w latach dwudziestych w Swarzędzu Towarzystwa Muzycznego „Chopin”, którego prezesem był Maksymilian Fietz. Interesowała ich jednak nie tylko muzyka, ale także sport. 15 sierpnia 1921 roku odbyło się zebranie organizacyjne, podczas którego – na bazie istniejącego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej, powołano klub sportowy „Unia”. Do założycieli „Unii” należeli bracia Zaporowscy, synowie Jana Zaporowskiego.

W zebraniu organizatorskim brali udział Marian, Mieczysław i Zygmunt Zaporowscy. Inspiratorem powstania zespołu piłkarskiego był Marian Zaporowski, w okresie powojennym jeden ze współorganizatorów Śląskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej i Śląskiego Okręgowego Związku Lekkoatletycznego. W czasie II wojny  światowej przebywał w Myślenicach, gdzie m.in. zajmował się kolportowaniem tajnych gazetek i gdzie dwukrotnie został wpisany przez Niemców na listę zakładników miasta.

Lata 1914–1918 to I wojna światowa. Udział w niej brali trzej potomkowie Jana Zaporowskiego: Edmund, Kazimierz i Władysław.

Edmund Zaporowski, będąc żołnierzem w armii pruskiej, walczył na froncie we Francji. Mając zamiłowanie do pisania prowadził pamiętnik, gdzie opisywał prawie każdy dzień swojego pobytu na wojnie – można w nim znaleźć opisy walk i miejscowości, w których stacjonował. Będąc już w kraju, w grudniu 1918 roku wziął czynny udział w powstaniu wielkopolskim. Dowodem na to, prócz rodzinnych relacji, jest artykuł, jaki ukazał się w „Głosie Swarzędza” w styczniu 1935 roku, gdzie jest wymieniony wśród innych powstańców. Nie ma dowodów na udział w powstaniu jego braci, Władysława i Antoniego, choć rodzinne przekazy utrzymują, iż Władysław walczył na froncie wolsztyńsko-zbąszyńskim, a Antoni w czasie walk zachorował na zapalenie płuc i zmarł w 1919 roku. Edmund w 1919 roku wziął ślub z Anną Krzyżaniak. Mieli czwórkę dzieci: Mariana, Bronisława, Zofię i Władysława. Z zawodu był malarzem, udzielał się również w Ochotniczej Straży Pożarnej w Swarzędzu.

W 1945 roku został wybrany zastępcą naczelnika OSP w Swarzędzu. Był autorem dziennika o historii i działalności straży od momentu jej powstania.

Kazimierz Zaporowski był Naczelnikiem Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Poniecu. Wcielony do armii pruskiej, uciekł z niej i dostał się do niewoli francuskiej. W obozie jenieckim współtworzył organizację sportową na wzór „Sokoła”. Dnia 21 stycznia 1918 roku wstąpił do tworzącej się armii polskiej. Przyjął pseudonim „Zamorski Konrad” Był żołnierzem I pułku strzelców polskich. Pod dowództwem Józefa Hallera walczył na froncie wschodnim, brał również udział w ofensywie polskoukraińskiej (Lwów, Złoczew). Będąc już sierżantem, został zwolniony z wojska i wrócił do domu. Za swoje czyny został odznaczony m.in. Medalem Niepodległości. 12 lipca 1922 roku,  ożenił się z Leokadią Mikołajewską. Mieli dwoje dzieci: Witolda i Ludmiłę. Kazimierz z zawodu był mistrzem rzeźnickim, mieszkał w kamienicy przy swarzędzkim rynku. Podczas II wojny światowej został wysiedlony; do Swarzędza wraz z rodziną wrócił w 1945 roku.

Kolejny syn Jana Zaporowskiego, Stanisław, w 1939 roku został wysłany na front ze swej macierzystej jednostki w Hajdukach (dziś Chorzów-Batory). Od 12 września 1939 roku przebywał w obozie jenieckim w Győr na Węgrzech. W czerwcu 1940 roku przez Jugosławię dotarł do Marsylii. W randze podporucznika wstąpił do Organizacji Wojskowej Okręg Południowy-Tuluza. Po demobilizacji został we Francji, gdzie zamieszkał wśród tamtejszej Polonii. Umarł w 1981 roku w Grenoble.

Najmłodszy syn Jana, Jarosław, urodził się 16 października 1912 roku w Swarzędzu. W latach trzydziestych był członkiem sekcji atletycznej, a od stycznia 1931 roku członkiem Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. W 1934 roku został wcielony do I Pułku Szwoleżerów w Warszawie. W roku 1939 został powołany na ćwiczenia rezerwy do Brześcia nad Bugiem i we wrześniu dostał się do niewoli niemieckiej.

W listopadzie, podczas transportu, udało mu się uciec do domu, gdzie przez pewien czas się ukrywał.

Zainspirowany artykułem „Dzielny powstańczy ród Zaporowskich” Marian Pokorski podjął szereg poszukiwań historycznych, w wyniku których zgromadził wiele informacji, pamiątek i rodzinnych przekazów.

Stopniowe poszerzanie wiedzy o wielkim rodzie skłoniło go do zorganizowania 28 listopada 2004 roku w Swarzędzu pierwszego rodzinnego spotkania potomków Jana Zaporowskiego. Na zjazd przybyło ponad siedemdziesiąt osób z wielu miejsc w Polsce: Bielska-Białej, Tarnowskich Gór, Warszawy, Katowic oraz wielu miejscowości wielkopolskich. Szczególnym osiągnięciem zjazdu było nie tylko liczne pojawienie się potomków Jana, ale również udana próba poznania ze sobą i zintegrowania często nie znających się krewnych. Kolejny zjazd, przygotowywany przez następne kilka lat, miał być kontynuacją pierwszego, niezwykle udanego spotkania.

W dniu 12 czerwca 2009 roku w Czerniejewie pojawiło się ponad pięćdziesięciu członków rodziny Jana Zaporowskiego: od wnuków, aż do prapraprawnuków, z różnych części Polski i spoza jej granic. Potomkowie mieli okazję nie tylko porozmawiać przy stole i zwiedzić czerniejewski pałac oraz park, ale przede wszystkim oddać się wspomnieniom, podzielić się zdjęciami i rodzinnymi historiami. Godne uwagi, skłaniające wielu do wzruszeń i refleksji, było drzewo genealogiczne potomków Jana, ukazane w formie  prezentacji multimedialnej (ilustrowanej zdjęciami). O potrzebie spotkań tego rodzaju przekonywały nie tylko żywo toczone dyskusje, ale również niechęć do rozstania się.

Jak informował folder, rozdawany wszystkim uczestnikom zjazdu, ideą, która towarzyszyła organizatorom było „(…) By w codziennym, zabieganym, nastawionym na <jutro> życiu, mieć też czas spotkać się<dziś> i pomyśleć o <wczoraj>. By przechować pamięć o nim nie tylko na pocztówkach, zdjęciach i w dokumentach, ale by istniało w naszych myślach i wspomnieniach (…)”. Spotkanie w rodzinnym gronie było z pewnością wspaniałą okazją, by tę pamięć „o wczoraj” kultywować.

 

ANEKS:

Uczestnikami II Zjazdu Potomków Jana Zaporowskiego w Czerniejewie byli:

– ze Swarzędza:

Zbigniew Zaporowski, Bożena Zaporowska, Halina Mencel, Włodzimierz Mencel, Justyna Mencel, Alicja Cykowiak, Janusz Cykowiak,

Jacek Płotkowiak, Wiesław Zaporowski, Teresa Zaporowska, Renata

Czmoch, Tomasz Czmoch, Arkadiusz Czmoch, Szymon Czmoch, Małgorzata Wesołowska, Jacek Wesołowski, Tomasz Wesołowski, Bartosz Wesołowski, Hanna Zaporowska, Marian Pokorski, Krystyna Pokorska,

Hanna Pokorska, Marek Matys, Joanna Pokorska;

– ze Słupcy:

Marian Zaporowski, Agrypina Zaporowska, Izabela Wiśniewska, Janusz Wiśniewski, Sylwia Raśniewska, Mieszko Raśniewski, Daria Wiśniewska;

– z Poznania:

Krzysztof Pokorski, Michalina Pokorska, Paweł  Płotkowiak, Katarzyna Płotkowiak, Agata Płotkowiak;

– z Wrześni:

Agnieszka Monarcha, Łukasz Monarcha;

– z Warszawy:

Anna Chylińska, Włodzimierz Chyliński, Andrzej Zaporowski, Teresa Zaporowska;

– ze Śląska:

Jadwiga Zaporowska, Urszula Kaczmarek, Jan Kaczmarek, Krystyna Polasek, Michał Polasek, Bogdan  Kosiński, Antoni Zaporowski, Daniela Zaporowska, Filip Zaporowski, Ewa Staszkiewicz;

– z Francji:

Teresa Charbonnel, Jean–Claude Charbonnel.

 

 

Źródło: Zeszyty swarzędzkie 2009

 

 

 

 

 

 

AUTOR: AURELIA BARTOSZEK

Ksiądz Tomasz Nejczyk (1865-1918)

– proboszcz swarzędzki

 

Kamienny nagrobek, jeden z najstarszych na cmentarzu przy kościele pw. św. Marcina w Swarzędzu, głosi, że spoczywają pod nim doczesne szczątki proboszcza z przełomu XIX i XX w., proboszcza, którego duszpasterzowanie przypadło na bardzo trudne czasy zaboru pruskiego i I wojny światowej z wszelkimi tego konsekwencjami.

Postać ks. Tomasza Nejczyka najpełniej omówiona została w drugim tomie słownika biograficznego „Księża społecznicy w Wielkopolsce 1894-1919”. Jednak wymogi redakcyjne do tego typu opracowań spowodowały, że jest to omówienie skrótowe, hasłowe. Z kolei opracowania dotyczące dziejów Swarzędza przypominają postać ks. Nejczyka tylko jedno lub dwuzdaniowymi wersami przy omawianiu wydarzeń z historii miasta. Drobne informacje pojawiają się także we wzmiankach w prasie poznańskiej i w kościelnych dziennikach urzędowych oraz dokumentach archiwalnych, nie zostały one jednak w pełni wykorzystane w opracowaniach monograficznych. Także wspólnota katolicka w Swarzędzu nie doczekała się godnej uwagi publikacji, dysponujemy tylko przyczynkami lub materiałami niepublikowanymi, w przeciwieństwie do innych mniejszości wyznaniowych, żyjących tutaj w różnych okresach dziejów.

W przypadku ks. Tomasza Nejczyka – oprócz wpisów w księgach metrykalnych, zachował się odpis aktu urodzenia, podpisany przez proboszcza golejewskiego ks. Stanisława Dalbora, z 28 września 1894 r. Osoba, o której tutaj mowa, miała już wtedy prawie 30 lat. Z odpisu tego dowiadujemy się, że Tomasz Witalis Nejczyk urodził się 9 lutego 1865 r. we wsi Golejewo parafia Golejewko, rodzicami zaś byli Antonina ze Spychałów i Józef Nejczyk. Dziecko zostało ochrzczone trzy dni później, a chrzestnymi byli Tomasz Spychała i Kunegunda Binkowska. Rodzice przyszłego księdza Tomasza zawarli związek małżeński dziewięć lat wcześniej w parafii Dubin (w dekanacie jutrosińskim), skąd pochodziła panna młoda. Dzieliła ich spora różnica wieku, bo aż 19 lat – ojciec był wdowcem i jak można się domyślać – po śmierci pierwszej żony potrzebował pomocy do domu i do gospodarstwa, sytuacja w tamtych czasach często przecież spotykana. W związku z tym, że był znacznie starszy od żony, wcześniej też osierocił swoją rodzinę (zmarł w 1888 r.). Rodzina chyba opuściła wtedy Golejewo, bo ksiądz Nejczyk wspomina w jednym ze swoich listów o chorobie matki, przebywającej u niego w Swarzędzu, gdy był już proboszczem, i o konieczności podjęcia w związku z tym odpowiednich działań. Miał też siostrę, która zmarła, gdy był wikariuszem w Chludowie (w liście do ks. bp. Edwarda Likowskiego z 31 października 1904 r. wspomina o śmierci jedynej siostry „która mi w domu moim zmarła”) i czterech braci: Marcina (ur. 1860), Walentego (ur. 1863), Józefa (ur. 1867) i Mateusza (ur. w 1868), który przez pewien czas był w zarządzie fabryki wyrobów papierowych w Poznaniu4. Czy było to całe jego rodzeństwo – nie udało się ustalić na podstawie materiałów archiwalnych, w grę może przecież wchodzić także rodzeństwo z pierwszego małżeństwa ojca. Wszystkie dzieci ochrzcił ks. Jan Nepomucen Sąchocki, ówczesny proboszcz golejewski.

Młody Nejczyk uczył się w szkole w Chojnie, a później przez rok w Zdunach, aby uzyskać prawo nauczenia w szkołach ludowych, a więc na najniższym szczeblu edukacji w tamtym okresie w zaborze pruskim. Nie ukończył jednak szkoły z braku środków materialnych, wrócił do domu rodzinnego i imał się różnych prac, m.in. wyuczył się zawodu malarza. Mając blisko 21 lat zwrócił się o pomoc do poznańskiego kanonika ks. Witalisa Maryańskiego (1835-1895), kapelana i sekretarza ks. arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego, a później jego tajnego delegata, gdy arcybiskup uwięziony przez władze pruskie nie mógł bezpośrednio pełnić swoich funkcji. Ks. Maryański znany był także z działalności na rzecz zdolnej młodzieży z ubogich rodzin. Skąd Nejczyk dowiedział się o nim, kto go polecił, trudno już dzisiaj stwierdzić na podstawie zachowanych materiałów archiwalnych. Zaczął jednak szybko nadganiać utracony czas. Po wstępnym przygotowaniu został od października 1887 r. uczniem Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu, by po sześciu latach nauki, w r. 1893 przenieść się do gimnazjum w Gryficach (Greifenberg) na Pomorzu, gdzie we wrześniu 1894 r., mając blisko 30 lat zdał egzamin maturalny. Z powodu ograniczonej liczby miejsc dla kandydatów do seminarium duchownego nie został doń przyjęty zaraz po maturze, wyjechał więc do Królestwa Polskiego i tam przez pół roku był nauczycielem dzieci w domu Józefa Koczorowskiego w Rybnie. Dopiero 27 kwietnia 1895 r. został wpisany do grona kleryków Seminarium Duchownego w Poznaniu. Po dwóch semestrach nauki studencki wybryk spowodował usunięcie go z uczelni.

Chcąc jednak dalej studiować teologię i zostać w przyszłości księdzem, przeniósł się do Wrocławia, gdzie na Uniwersytecie w semestrze 1896/1897 odbył studia w tym zakresie i kontynuował je w semestrze 1897/1898 w Akademii w Münster. Dzięki wstawiennictwu swoich niemieckich profesorów (Ślązaków z pochodzenia), ks. Artura Königa i Alojzego Schäfera, poznański arcybiskup ks. Florian Stablewski rozpatrzył pozytywnie jego podanie o ponowne przyjęcie do Seminarium poznańskiego. Już bez przeszkód T. Nejczyk zdał obowiązujące egzaminy z teologii, odbył tzw. practicum w Seminarium w Gnieźnie i tam dnia 12 listopada 1899 r. przyjął z rąk ks. biskupa Antoniego Andrzejewicza święcenia kapłańskie. Miał wtedy 34 lata.

Pierwszą jego placówką wikariuszowską była parafia w Strzałkowie w dekanacie powidzkim (od 1 grudnia 1899 do 1 kwietnia 1901 r.), następnie parafia w Nieparcie w dekanacie jutrosińskim (do 1 stycznia 1902 r.) i kolejno w Chludowie (dekanat rogoziński) i Maniewie w dekanacie obornickim (do końca kwietnia 1905 r.). Od 1 maja 1905 r. podjął pracę duszpasterską w Swarzędzu, najpierw jako wikariusz i jednocześnie zarządca parafii (poprzedni proboszcz, ks. Jan Dambek zmarł w grudniu 1904 r.), zaś od 3 grudnia 1907 r. już jako proboszcz. Przebywał tutaj aż do śmierci, rzadko wyjeżdżając na dłuższe urlopy. Działalność ks. Nejczyka przypadła na trudne lata postępującej germanizacji ziem polskich, choćby wymienić tutaj działalność słynnej Hakaty, zakaz używania języka polskiego na zebraniach stowarzyszeń czy nakaz modlitwy w języku niemieckim w szkołach (strajk dzieci z lat 1906-1907). Jednak ogrom pracy do wykonania w nowej parafii nie przeraził go. Tak jak i większość księży polskich w tym okresie stał się inicjatorem wielu poczynań o charakterze nie tylko religijnym.

Jednym z ważniejszych dokonań ks. Nejczyka było założenie przy pomocy ks. Piotra Wawrzyniaka spółki kredytowo-oszczędnościowej, czyli tzw. Banku Ludowego. Powstał on 13 grudnia 1905 r., a ks. Nejczyk został dyrektorem zarządu i funkcję tę pełnił aż do śmierci. „Dziennik Poznański” zamieścił na swoich łamach następująca informację:

Piszą nam ze Swarzędza: przy współudziale ks. prałata Wawrzyniaka założono z inicjatywy ks. proboszcza Nejczyka Bank ludowy i zapisano go w rejestrze spółkowym. Zarząd tworzą: ks. prob. Nejczyk dyrektor, E. Schleichert podskarbi, J. Niemojowski z Nowejwsi p Swarzędzem kontroler. Do rady nadzorczej należą pp. J. Cabański prezes, T. Staniewski wiceprezes, M. Schleichert, L. Wojciechowski, St. Rybarski. Powołanie do życia Spółki pożyczkowej powitać należy z zadowoleniem, tem więcej, że potrzeba podobnej instytucji, tutaj oddawna dawała się odczuwać. Życzymy jej jak najlepszego rozwoju i „Szczęść Boże! Bank ludowy w Swarzędzu przyjmuje oszczędności od 1 marki na procent, płacąc zależnie od czasu wypowiedzenia 3 i pół do 4 i pół proc. i udziela członkom pożyczek”.

Bank znalazł siedzibę w domu znanego kupca Maksymiliana Schleicherta na Rynku swarzędzkim. Według sprawozdania z walnego zebrania za rok 1907 czysty zysk w poprzednim roku wyniósł 32,58 marek, a obrót 18228,13 marek. Wynik finansowy za rok 1907 wyniósł 259,37 marek, a obrót zamknął się kwotą 50803,87 marek. Jak podaje Stanisław Nawrocki, początkowo Bank liczył 51 członków, by w 1913 osiągnąć liczbę 146 (w tym 3 Niemców). W mieście istniała także niemiecka kasa pożyczkowa, odpowiednik polskiego Banku, silniejsza i z dłuższą tradycją, lecz założony przy współudziale ks. Nejczyka Bank odegrał wielką rolę w gospodarczym wzmocnieniu elementu polskiego w mieście. Oprócz Banku Ludowego w dniu 25 grudnia 1905 r. ks. Nejczyk powołał do życia Towarzystwo Robotników Katolickich. Do tworzenia takich związków, nawiązując do nauki społecznej papieża Leona XIII zawartej w encyklice „Rerum novarum”, zachęcał już w 1893 r. ks. arcybiskup F. Stablewski, który m.in. w „Kościelnym Dzienniku Urzędowym dla Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej” zamieścił następujące ogłoszenie dla duchowieństwa: „Wielebnemu Duchowieństwu zalecamy usilnie zakładanie „Katolickich TowarzystwRobotników”, tak potrzebnych dla ochrony ludu, do którego coraznatarczywiej zbliżają się zwolennicy przewrotu [...] ”. Katolickie Towarzystwo Robotników Polskich miało na celu m.in. obronę i szerzenie religijności i dobrych obyczajów w ścisłym związku z kościołem katolickim, krzewienie wiedzy i kultury umysłowej oraz popieranie materialnych interesów członków23. Nie było jednak związkiem zawodowym w dzisiejszym rozumieniu. W spisie kół Towarzystwa zamieszczonym w 1911 r. w „Robotniku”, organie prasowym Związku, podano następujące dane w odniesieniu do Swarzędza:

Swarzędz: liczba członków: 135, ks. patron25: ks. prob. Nejczyk; wicepatron: brak; prezes: Stanisław Lutomski; sekretarz: Walenty Krzyżaniak; wysokość składki związkowej: 13,50 [mk] ”.

Dla członków Towarzystwa ks. Nejczyk założył kasę pośmiertną, a później podobnym wsparciem objął także wdowy po zmarłych członkach. W liście do ks. arcybiskupa E. Likowskiego pisał: „Leżałomi także na sercu, aby tym ludziom w razie wypadku smutnego w rodzinie dopomóc. W tym celu założyłem dnia 29. kwietnia 1906 dla nich Kasę pogrzebową. Odbierają obecnie w razie śmierci członka mk. 40. Wypłacono z kasy tej rodzinie zmarłego dotychczas 1500 mk. ”. I dalej: „Zauważyłem także w parafii, że w razie śmierci mimo istniejącej pośmiertnej kasy robotników, jeszcze ma mój lud do walczenia z biedą. I dlatego założyłem osobna kasę pośmiertną dla kobiet pod dniem 19. września 1909. Obecnie w razie wypadku śmierci którejkolwiek matki chrześcijańskiej pobiera rodzina mk. 50”.

Ożywił także działalność swarzędzkiego Kółka Rolniczego. Powołane wcześniej, bo jak podaje „Rocznik Kółek Rolniczo-Włościańskich w Wielkiem Księstwie Poznańskiem” już 12 sierpnia 1894 r. (a więc za życia poprzedniego proboszcza, choć jego nazwisko nie pojawia się wśród członków zarządu), od dłuższego czasu nie wykazywało większej inicjatywy. Sprawozdania „Rocznika” kilkakrotnie podają informację o nienadesłaniu danych przez kółko swarzędzkie. M.in. w 1910 r. w „Roczniku” znalazł się zapis Kaźmierza Brownsforda:

zato nic nie wiemy o Kółku w Swarzędzu, jest przecież nadzieja, że znajdzie się tam siła, która poprzedniego prezesa dostatecznie zastąpi i Kółko na nowo powoła do życia”.


 

Taka „siła” znalazła sięw osobie ks. Nejczyka. Podjął on funkcję prezesa w 1911 r. i sprawował ją aż do śmierci. „Rocznik Kółek” z 1913 r. przytacza już jego sprawozdanie dotyczące pracy Kółka za rok 1912: „Zarząd: prezes X.prob. Nejczyk, Swarzędz, wiceprezes Andrzej Jeske, Łowencin, sekretarzi skarbnik Fr. Grynia, Swarzędz. Kółko obejmuje gminy:Jasin, Łowencin [Łowęcin], Górtatowo [Gortatowo], Gruszczyn, Antonin,Zalasewo, Swarzędz. W niektórych gminach jak w Jasiniu,Gruszczynie, Górtatowie mieszka tylko 2 lub 3 Polaków. Członkówliczy 21 zwyczajnych i 6 nadzwyczajnych. Nie należy do Kółka 8 gospodarzy.W roku ubiegłym odbyło się 7 zebrań przy udziale 75%

członków i 6 synów gosp. „Poradników” [„Poradnik Gospodarski” tygodnik rolniczy wydawany w Poznaniu] abonuje się 3 egz., Kalendarzy [„Kalendarz Rolniczy”, dodatek do „Poradnika Gospodarskiego”] 6 egz. Rachunkowość prowadzi 1 gospodarz i ks. prezes. Sweprodukty odstawiają niektórzy członkowie do mleczarni w Swarzędzu.Zabawa odbyła się w Łowencinie. Kółko swarzędzkie powiększyłosię w roku 1912 o dwóch nowych członków: pp. Grota i Listewskiegoz Antonina, oprócz tego wstąpiło 6 synów gospodarskichjako członkowie nadzwyczajni. Na zebranie chodzi przeciętnie 16-18członków. Zabezpieczeni od ognia są wszyscy, od gradu 6. Do prowadzeniaksiążkowości nie mogę ich, mimo zachęty, nakłonić, opróczjednego. Zresztą są moi członkowie ludźmi oszczędnymi, dbającymio swoje gospodarstwo; inwentarz u niektórych doborowy. Ci, co należądo Kółka, robią postępy i dobrze się stoją, Dnia 11-go lutegoodwiedził Kółko nasz wicepatron p. dr Szułdrzyński i kierował obradami.Pan wicepatron przedstawiał korzyści, które osiągnąć mogąsynowie gospodarscy, biorąc udział w kursach naukowych, urządzanychz ramienia Patronatu”.

Wykaz zamieszczony w wymienionym „Roczniku” podaje nazwiska członków Kółka (wraz z zawodem i obszarem gospodarstwa w hektarach). W skład swarzędzkiego Kółka wchodziło 6 członków z Łowęcina, 2 z Gruszczyna, 4 z Gortatowa, 2 z Zalasewa, 2 – ze Swarzędza (wsi), 3 – ze Swarzędza (miasta), 1 z Jasinia, 1 z Antonina, łącznie 21 osób.

To dzięki wsparciu członków Kółka Rolniczego udało się m.in. utworzyć Bank Ludowy, co w efekcie miało poważny wpływ na skuteczną obronę polskiej własności przed ekspansją niemieckiej Komisji Kolonizacyjnej.

W 1907 r. z inicjatywy ks. Nejczyka powstał parafialny chór, który przyjął nazwę „Towarzystwo Chóru Kościelnego pod wezwaniem św. Cecylii” i który przetrwał do czasów współczesnych. Ks. Nejczyk pisał: „Brakło tu także w parafii po moim przybyciu śpiewu na chórze.Czułem się zobowiązany, dbając o służbę Bożą i zbudowanie duszludzkości, założyć tu pod dniem 15. Stycznia 1907 chór kościelnypod wezwaniem św. Cecylii.” [pisownia oryginalna]. W momencie założenia chór liczył 17 mężczyzn i 13 „panien”. W Swarzędzu istniał także drugi chór, tj. Chór im. Dembińskiego, założony przy Towarzystwie Przemysłowców, noszący początkowo nazwę „Chór Moniuszko”. Współpraca chóru kościelnego i chóru świeckiego nie układała się jednak najlepiej. Konflikt dotyczył głównie możliwości śpiewu w kościele świeckiego chóru Towarzystwa oraz sprawy zapłaty dla chóru kościelnego za śpiew w czasie uroczystości rodzinnych osób drugiego chóru. Członkowie Chóru Dembińskiego skarżyli się władzom kościelnym na księdza proboszcza, że nie pozwala im śpiewać w kościele, np. w czasie pogrzebu bliskiej im osoby, zastrzegając ten przywilej tylko dla chóru kościelnego. Ten „chóralny” konflikt stał się znany poza granicami Swarzędza i znalazł m.in. oddźwięk na łamach prasy poznańskiej, a szczególnego rozgłosu nabrał w 1910 r. po pogrzebie Henryka Szumana, znanego posła do sejmu pruskiego. Ks. T. Nejczyk był inicjatorem budowy domu katolickiego, który miał służyć jako miejsce spotkań dla członków istniejących towarzystw i bractw. Zbiórka na ten cel trwała od r. 1907 aż do śmierci ks. proboszcza. Zachował się protokół z zebrania założycielskiego komitetu:

Działo się w Swarzędzu dnia 21go kwietnia 1907. Zebrani dziś na posiedzeniu członkowie Tow. Robotników i Tow. Chóru Kościelnego przyjmują do wiadomości jako tu w Swarzędzu został założony Komitet w celu zbierania składek i wybudowania sali do zebrań Towarzystwa Robotników jako też i innych towarzystw katolickich mających na celu pielęgnowanie i szerzenie oświaty, dobrych obyczajów i miłości braterskiej. Skład komitetu został zebranym przeczytany w którego gronie znajdują się członkowie Towarzystwa Robotników 1) Józef Młyńczak, prezes, 2) W. Krzyżaniak sekretarz, 3) W. Szumski, 4) A. Peńczyński, 5) St. Lutomski, 6) J. Majchrzak, 7) J. Piątek, oprócz tych p. p. Ks. patron, E. Schleichert, M. Schleichert, J. Zaporowski, St. Frąckowiak, W. Antysiak, J. Krych, F. Jażdżewski, J. Olsztyński, L. Nowak. Zebrani wyrażają swoją radość z powodu podjęcia przez Komitet powyższy tak pożytecznego dzieła, przyrzekają ze swej strony pomoc materyalną, a obecnych zarazem wszystkich innych członków Komitetu proszą, aby sprawę w ich imieniu dalej prowadzili i wyraźnie powyższy Komitet do tej działalności upoważniają”.

Tymczasem we wrześniu 1913 r. powstał drugi komitetbudowy powołany przez osoby związane głównie z TowarzystwemPrzemysłowców, oponentów ks. Nejczyka. W skład komitetu weszłotakże kilku członków poprzedniego komitetu (m.in. Tadeusz Staniewski, Józef Cabański). Kilka miesięcy po jego utworzeniu „Dziennik Poznański” zamieścił następującą informację:

„Odezwa. Mało dzisiaj jest miejscowości w Księstwie, które nie mają własnego Domu katolickiego. A jednak mimo dawno rzuconych projektów takiego gmachu Swarzędz i okolice nie posiadają, chociaż i tutaj wre życie towarzyskie i chęć do pracy społecznej. W ostatnim czasie założono u nas Towarzystwo kobiet, Towarzystwo oświaty ludowej, Terminatorów, a w miarę sił pracują już i starsze towarzystwa nad oświatą ludu i utrzymaniem ducha narodu, n.p. Tow. Przemysłowców, śpiewu, Robotników, Chóru kościelnego, Sokołów, Rolników i polsk. Zawodowe. A mimo to praca ta będzie zawsze połowiczną, bonie ma wspólnego zbiorowiska, każde towarzystwo zbiera się w innym lokalu, a żaden nie odpowiada wymaganiom. Dla tego też miasto i okolica Swarzędza, czując brak wspólnego ogniska i wspólnego warsztatu pracy narodowej, którą by można u nas pogłębić i utrwalić, zebrało się na wiecu dnia 20 września roku zeszłego, wybierając komitet, aby dokonał czego dotychczas zaniedbano: aby projekty Domu katolickiego zostały urzeczywistnione i świadczyły dalszym pokoleniom nie tylko o chęciach, ale i o czynach naszych. W tej myśli wzywamy ludzi dobrej woli do pomocy, zwłaszcza tych, którzy korzystać będą z tego dzieła, a więc naszych współobywateli i sąsiadów, aby dorzucili ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka. Prosimy również wszystkich rodaków o pomoc. Kwitować będziemy w gazetach i w miarę naszych postępów dzielić się wiadomościami z ogółem braci. W nadziei, że naszą pracę całe społeczeństwo poprze, rozpoczynamy w imię Boże i prosimy o ofiary na Dom polsko-katolicki w Swarzędzu. Wszelkie datki przyjmuje skarbnik komitetu p. Józef Cabański w Swarzędzu”.

Nowy komitet budowy „Domu polsko-katolickiego w Swarzędzu” stanowili: Tadeusz Staniewski jako przewodniczący, Stanisław Łoza – sekretarz, Józef Cabański – skarbnik, a także jako członkowie:

Stanisław Frąckowiak z Ł owęcina, Teofil Hoffmann, Maksymilian Mikołajewski, Wojciech Schneider, Wincenty Szelejewski, Teofil Tolsdorf. Zarząd nowego komitetu zarzucał ks. Nejczykowi, że przez 7 lat istnienia „parafialnego” komitetu nie uczyniono nic, aby sprawę budowy przyśpieszyć. W odpowiedzi na te zarzuty proboszcz swarzędzki stwierdzał: „ [...] że Komitet ten nie był bezczynny, najlepszym dowodemfakt, że zebrał na cel powyższy w tym czasie blizko 5 tysięcy marekprzez sprężystą swoją agitacyą i zakupił dom stary i morgę gruntupod budowę. O większą część tej sumy postarał się i złożył w BankuLudowym niżej podpisany. [...].. Jednak sprawa budowy domu parafialnego, podobnie jak sprawa chóru kościelnego, dość mocno podzieliła mieszkańców Swarzędza. Nie wszyscy zgadzali się z zarzutami formułowanymi przez drugi, późniejszy komitet budowy i stawali w obronie ks. Nejczyka. W materiałach archiwalnych zachował się m.in. list Andrzeja Jeske, gospodarza z Łowęcina, który napisał „ [...]ks. zebrał dotąd na ten cel przeszło cztery tysiące marek bądź na Kolendziebądź od osób prywatnych i grunt pod budowę tegoż domuw tych dniach zakupił, podczas gdy ci panowie swój komitet stworzylizaledwie przed kilkunastu dniami bez feniga pieniędzy, a mimo to,mają śmiałość od ks. proboszcza żądać zlania się obu komitetów,

a także pieniądze w jedno [...] ”. Konflikt między dwoma komitetami budowy nie doprowadził do tego, co było celem tych działań. Dom parafialny, w którym mogliby się spotykać członkowie różnych polskich stowarzyszeń, do 1918 r. nie powstał. W tym czasie stowarzyszenia niemieckie działające w Swarzędzu spotykały się w Hotelu/ogrodzie rozrywkowym Hermana Marco. Poczynania Polaków w kierunku znalezienia własnego miejsca do zgromadzeń zostały zauważone przez Niemców mieszkających w Swarzędzu i wywołały wśród nich obawę o utratę tego pięknie położonego nad jeziorem obiektu.

W 1910 r. ks. T. Nejczyk utworzył nowy cmentarz w Swarzędzu, przy drodze do Poznania, gdy okazało się, że dotychczasowy, wokół kościoła parafialnego jest już zbyt mały, a kolejne powiększenia o fragmenty ogrodu proboszczowskiego nie przynoszą skutku. Nowe miejsce pochówku zostało ogrodzone nie drewnianym, a drucianym płotem na murowanym fundamencie. Mała kaplica zbudowana na nowym miejscu w 1933 r. z przeznaczeniem do przechowywania zwłok po wielu latach będzie zaczątkiem nowego kościoła swarzędzkiego (pw. Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych).

Ks. T. Nejczyk duszpasterzował nie tylko w Swarzędzu, przez kilka miesięcy (od listopada 1908 do lipca 1909 r., tj. od odejścia uzarzewskiego proboszcza, ks. Stanisława Krzeszkiewicza do momentu objęcia parafii przez nowego zarządcę w osobie ks. Stefana Beiserta) administrował także w tej parafii. Oprócz tych inicjatyw na rzecz społeczności swarzędzkiej miał czas na udział w spotkaniach i wykładach Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, którego – podobnie jak jego poprzednik na swarzędzkiej parafii – był członkiem zwyczajnym. Biegle znał język niemiecki, francuski i łacinę.

Był jednak przede wszystkim duszpasterzem swarzędzkim. Przez wszystkie lata udzielał sakramentów swoim parafianom, odprawiał msze św. i nabożeństwa, dbał o wyposażenie świątyni. Według ksiąg metrykalnych w latach 1905-1917 udzielono w Swarzędzu blisko 1660 chrztów, zawarto 240 małżeństw i pochowano 929 osób. W listopadzie 1906 r. ks. Nejczyk odprawił mszę św. w intencji dzieci broniących swego prawa do modlitwy w języku ojczystym. Reaktywował działalność Towarzystwa św. Wincentego á Paulo, którego celem była pomoc charytatywna dla najuboższych.

Lata, w których przyszło działać ks. Nejczykowi, nie były łatwe. Oprócz tego, że przez cały czas przyglądały się jego działaniom władze zaborcy oraz mieszkańcy Swarzędza nie-Polacy, to po wybuchu I wojny pojawiły się inne trudności, związane m.in. z codzienną aprowizacją, ogrzewaniem czy zaopatrzeniem kościoła w niezbędne paramenta. Najbardziej wartościowe przedmioty z wyposażenia kościoła zostały złożone w skrytce bankowej w Poznaniu. Osobne rozporządzenia zaczęły regulować kwestie, które dziś wydają się zaskakujące, np. pozyskiwania źródeł energii do wiecznej lampki przy ołtarzu czy białej mąki na komunikanty.

W r. 1916 zaborca zażądał przekazania na cele wojskowe dzwonów, piszczałek organowych, lichtarzy i innych przedmiotów z brązu i cyny. Jednak, jak podają autorzy publikacji o cmentarzach swarzędzkich, ks. Nejczyk na podstawie orzeczenia konserwatora zabytków prowincji poznańskiej o historycznej wartości dzwonów kościelnych uratował je przed konfiskatą wojenną. Ks. Nejczykowi, podobnie jak i wszystkim księżom czasu wojennego, przybyły także inne obowiązki, o których w swoich wspomnieniach pisze także ks. Beisert: „Bóg uchronił nas od bezpośredniejpożogi wojennej, ale ludzkość ucierpiała niezmiernie, bo niebyło w parafii rodziny, która by nie była wciągnięta w wir katastrofywojennej – a ileż z nich nie utraciło najlepszych swych synów na poluwalki, a ci co powrócili pozbawieni zdrowia i obarczeni inwalidztwem.Okazała się potrzeba pomocy rodzinom, które wysyłały swychsynów na wojnę. Potrzeba było wysyłać reklamacje do władz wojskowychz uzasadnieniem niezbędności w domu ojca rodziny, to znów syna jedynego żywiciela matki i drobnego rodzeństwa po utracie ojca rodziny – albo męża lub syna niezbędnego w gospodarstwie. Potrzebabyło wykazywać i udowadniać potrzebę wsparcia wojennego lub inwalidzkiego nie zawsze należycie i sprawiedliwie uwzględnianą przez władze wojskowe i gminne lub instytucje ubezpieczeniowe. Ludzie nie znający dostatecznie języka niemieckiego, nieporadni zwracali się zawsze do swego proboszcza o radę i pomoc w wysyłaniu wniosków lub petycji – nie obeznani w plejadzie ustaw i rozporządzeń cywilnych i wojennych szukali porady prawnej. Wzmogła się praca w Biurze parafialnym pod tym względem”.

Ks. Nejczyk nie doczekał końca I wojny światowej i tym samym powrotu samodzielnego państwa polskiego, o co zabiegał m.in. włączając się aktywnie w akcję wyborczą przed wyborami do sejmu pruskiego.

Jego postać przywoływana jest przez historyków szczególnie w odniesieniu do roku 1910, gdy poprowadził w Jasiniu jedno z zebrań wyborczych dla okręgu Poznań-Wschód (w wyborach uzupełniających).

Zmarł w Swarzędzu, 16 lutego 1918 r. wskutek silnego przeziębienia, które rozpoczęło się w listopadzie poprzedniego roku i stopniowo przerodziło się w kłopoty z płucami. Lekarz stwierdził wówczas także początki cukrzycy w stopniu lekkim oraz silne osłabienie serca. Pochowany został na cmentarzu parafialnym przy kościele św. Marcina, niedaleko plebanii, w której mieszkał przez 13 lat. W „Dzienniku Poznańskim” pojawiły się trzy nekrologii: od dziekana kostrzyńskiego, ks. S. Beiserta, od wikariusza, ks. Stanisława Janickiego i dozoru kościelnego oraz podziękowanie za udział w pogrzebie od brata Macieja w imieniu rodziny. Kilka dni później ukazało się także na łamach tej gazety wspomnienie pośmiertne, w którym czytamy na zakończenie: „ [...] Czułe i szlachetne miał serce i dłoń zawszeotwarte dla każdego potrzebującego pomocy. Śp. Ks. Tomasz Nejczykbył wcieleniem prostoty, szczerości i otwartości – tych cnót, które dużomu zacnych i szczerych jednały przyjaciół, nawet wśród obcych namwiarą i narodowością. Kochał kraj ojczysty i pragnął szczerze jegodobra [...] ”. Warto też odnotować notatkę zamieszczoną w „Kronice wiadomości miejscowych” tegoż „Dziennika”, w której Bank Związku Spółek Zarobkowych kwituje otrzymanie od p. Kazimierza Karpińskiego z Poznania 20 mk „w miejsce wieńca na trumnę śp. ks.prob. Nejczyka w Swarzędzu”. Opublikowanie ogłoszenia o śmierci swego dyrektora odnotowano także w marcu 1918 r. w protokóle z posiedzenia zarządu Banku Ludowego.

Ks. Stefan Beisert, który żegnał ks. Nejczyka, w swojej mowie pogrzebowej podkreślał zasługi zmarłego, ale mówił także o trudnościach i przykrościach, jakie spotykały go ze strony jego własnych parafian.

Sprawdziły się na nim słowa wielkiego Chryzostoma, że «nikt, do walki wstępując, nie bierze bez ran i cierpień wieńca tryumfu.» Dostało się śp. X. Tomaszowi w udziale niejedno cierpienie, niejedna przykrość, a z cierpień wszystkich i najdotkliwsze i najboleśniejsze cierpienie – fałszywe oskarżenie, a nawet zniesławienie czystego jego imienia. Tak pohopni do sądzenia ludzie, jakżeż łatwo się mylą, sądząc «według spojrzenia człowieczego, a nie patrząc w serce»”.

Mówcamiał tu z pewnością ma myśli petycje i skargi kierowane głównie do władz kościelnych, a także zarzuty pojawiające się w gazetach. Bardzo często chodziło o drobiazgi, np. dlaczego zostały przesunięte godziny rozpoczynania nabożeństw majowych czy październikowych, ale wyjaśnianie tych spraw zabierało ks. Nejczykowi mnóstwo czasu i psuło opinię u przełożonych.

Odzyskanie niepodległości po wielu latach niewoli nie stało się jego udziałem. Mszę św. na Rynku swarzędzkim w 1919 r. dla powstańców wyruszających na front odprawił ks. Beisert, piastujący funkcję dziekana kostrzyńskiego i jednocześnie proboszcza uzarzewskiego.

Parafia swarzędzka od śmierci ks. Nejczyka pozostawała pod zarządem jej dotychczasowego wikariusza, ks. Stanisława Janickiego, którego wspomagał proboszcz z Uzarzewa. Dopiero w połowie grudnia 1918 r. nowym proboszczem został ks. Tadeusz Mroczkowski. Tak więc prawie przez cały 1918 rok – tak ważny w dziejach Wielkopolski, w Swarzędzu nie było proboszcza. W starej księdze metrykalnej parafii golejewskiej z 1865 r., przy dacie urodzenia Tomasza Nejczyka ktoś po latach dopisał: „Umarł w roku 1918 jako proboszcz w Swarzędzu”. U nas raczej mało znany.

 

 

Źródło: Zeszyty swarzędzkie 2011

 

 

Zenon Franciszek Baranowski (ur. 21 listopada 1930 w Swarzędzu, zm. 10 października 1980 w Poznaniu) – polski lekkoatleta, olimpijczyk.

Osiągnięcia

Był sprinterem. Czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski: w biegu na 100 m w 1953 i 1954 oraz w biegu na 200 m w 1953 i 1957. Startował w 19 meczach polskiej reprezentacji odnosząc 2 zwycięstwa indywidualne.

Wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w 1956 w Melbourne w sztafecie 4 x 100 m, która zajęła 6. miejsce w finale (razem z Baranowskim biegli Marian Foik, Janusz Jarzembowski i Edward Szmidt). Startował także w Mistrzostwach Europy w 1958 w Sztokholmie, również w sztafecie 4 x 100 m, która odpadła w eliminacjach. Zdobył brązowy medal w biegu na 200 m podczas Akademickich Mistrzostw Świata w 1954 w Budapeszcie oraz srebrny w sztafecie 4 x 100 m na tych samych mistrzostwach. Ustanawiał rekordy Polski na 100 m i w sztafecie 4 x 100 m.

Był zawodnikiem Gwardii Warszawa (1952-1953), Gwardii Poznań (1954-1955) oraz Olimpii Poznań (1957-1961).

Rekordy życiowe

bieg na 100 m – 10,3 s. (7 czerwca 1958, Szczecin)

bieg na 200 m – 21,4 s. (11 września 1955, Budapeszt)

 

Sylwetka w portalu olimpijskim PKOl

 

 

Źródło: Wikipedia

 

 

logo

Odwiedza nas 30 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.