bolesław sroka

Bolesław (Bill) Sroka

Bolesław (Bill) Sroka 1931‑2011 Mieszkaniec Swarzędza i Sault Ste. Marie (Kanada)

 

AUTOR: Arkadiusz Małyszka

 

Bolesław Sroka urodził się 9 kwietnia 1931 r. w Swarzędzu w rodzinie kupca zbożowego Jana Sroki i Wandy z domu Domagalska. Miał troje rodzeństwa: siostry Urszulę i Annę oraz starszego brata Mieczysława. W Swarzędzu też spędził dzieciństwo, tu chodził do szkoły powszechnej. Wybuch II wojny światowej zakończył okres beztroskiego dzieciństwa. Pod koniec 1939 r. wraz z całą rodziną został wysiedlony z rodzinnego domu przy ul. Wrzesińskiej do Generalnego Gubernatorstwa, najpierw do Skarżyska Kościelnego, a później do Lipska nad Wisłą. Po wojennej tułaczce wraz z rodziną powrócił do Swarzędza i kontynuował naukę szkolną. Po skończeniu szkoły podstawowej rozpoczął kształcenie w Liceum im. Karola Marcinkowskiego (I LO) w Poznaniu. W 1949 r. podjął decyzję, która przesądziła o jego dalszym życiu. Pozostawiwszy krótki list w domu rodzinnym „zbiegł za granicę”. Lektury powieści Arkadego Fiedlera oraz spotkania z ich autorem w poznańskim „Marcinku”, podczas których rodziły się marzenia o dalekich podróżach, legły w dużej części u podłoża ucieczki z Polski. Pod koniec życia Bolesław Sroka wyznał gazecie „The Sault Star”, że urodził się „ze swędzeniem stóp”, co spowodowało, że podróże stały się jego pasją. Gdyby został w Polsce, nie mógłby realizować swych marzeń. Tej kanadyjskiej gazecie powiedział również, że komunizm jest najbardziej złym systemem, jaki można sobie wyobrazić, bo zniewala człowieka fizycznie, emocjonalnie i mentalnie. Oficjalny dokument organów bezpieczeństwa wylicza Bolesława Srokę wśród 29 osób, które w 1949 r. „nielegalnie przekroczyły granicę”. Urząd Bezpieczeństwa początkowo nie wiedział, jaką drogą i dokąd dotarł młody Bolesław. W dokumencie z października 1950 r. sugerowano, że udał się do Niemiec, ale przez Czechosłowację. W rozmowach z rodziną czy w wywiadzie prasowym z 1996 r. wyjaśniał, że przeszedł przez granicę na Odrze i przedostał się do Berlina pod pociągiem pełnym żołnierzy radzieckich. Brak dokumentów, które zniszczył przy wyjeździe z kraju utrudniły mu znalezienie pracy i legalne wydostanie się z Berlina. Dalsza droga też ma różne wersje. Według jednej przejechał pod wagonem kolejowym do amerykańskiej strefy okupacyjnej, według drugiej dostał się do Frankfurtu nad Menem na pokładzie jednego z licznych samolotów transportowych, które w czasie tzw. mostu powietrznego, od czerwca 1948 do maja 1949 r. zaopatrywały drogą lotniczą Berlin. Według własnych relacji pana Bolesława na terenie Niemiec też przeżył wiele zawirowań. Trafił do obozu uchodźców, próbował dostać się „na gapę” do Paryża, w podobny sposób chciał dopłynąć do Ameryki. Przez krótki czas służył w amerykańskiej kompanii wartowniczej w Monachium. Wreszcie po licznych kłopotach dostał wizę wjazdową do Kanady. Trzeba też nadmienić, że jego ucieczka z Polski miała również wątek uczuciowy, by nie powiedzieć romantyczny. Młody Bolesław zakochał się w pannie Alicji, która w latach czterdziestych przybyła z dalekiej Kanady do zamieszkałej w Swarzędzu rodziny. I to chęć pozostania z ukochaną, która musiała wracać do domu rodzinnego, było dodatkowym bodźcem do opuszczenia ojczyzny. Jednak spotkanie młodych już w Niemczech nie zakończyło się szczęśliwie, rodzice panny sprzeciwili się podobno ich małżeństwu. W 1950 r. Bolesław Sroka przypłynął statkiem do Kanady, gdzie osiadł na stałe. W Toronto zdał maturę i ukończył studia na tamtejszym uniwersytecie. Aby zarobić na utrzymanie, podejmował się różnych zajęć. Pracował na kolei, co pozwoliło mu poznać całą Kanadę, był salowym w szpitalu, pracownikiem stacji benzynowej czy domokrążcą sprzedającym po domach Encyklopedię Britannicę. W 1955 r. uzyskał obywatelstwo Kanady. Na początku lat sześć- dziesiątych zamieszkał w Sault Ste. Marie (fr. Sault-Sainte-Marie), mieście leżącym w prowincji Ontario, nad rzeką St. Marys, którą biegnie granica ze Stanami Zjednoczonymi. Tam założył rodzinę i został ojcem dwojga dzieci Johna (Jana) i Teresy. Utrzymywał się z wynajmu mieszkań, handlu nieruchomościami, a także grał na nowojorskiej giełdzie. O swojej drugiej ojczyźnie kiedyś tak powiedział lokalnej prasie: „Jeśli wziąć pod uwagę wszystko, w tym klimat społeczny, a także dostępność usług medycznych i socjalnych, nie ma lepszego kraju niż Kanada.” Ucieczka z „komunistycznego raju”, spowodowała, że życie Bolesława Sroki potoczyło się inaczej niż jego rodzeństwa i swarzędzkich rówieśników. Władze komunistyczne nie wybaczały „dezercji”, dlatego objęły swym szczególnym zainteresowaniem pozostałych członków rodzinny. Władze bezpieczeństwa już w 1951 r. odnotowały, że korespondencja z Kanady przychodzi na adres Wandy Sroki (matki) pocztą lotniczą, podobnie jak „różne wartościowe paczki”, jednak ich nadawcą nie był formalnie Bolesław, ale inne osoby lub instytucje kanadyjskie. Na początku lat pięćdziesiątych powiatowy urząd bezpieczeństwa założył też sprawę ewidencyjno-obserwacyjną na Jana Srokę, ojca, z powodu: utrzymywania kontaktu z synem zbiegłym do Kanady. W 1957 r. sprawę oddano do archiwum, ale zniszczono dopiero po śmierci „figuranta” w połowie lat osiemdziesiątych XX w. W Kanadzie Bolesław Sroka zaczął realizować marzenia o dalekich podróżach, które snuł po lekturze książek Arkadego Fiedlera. W swym bogatym życiu zwiedził 60 krajów, a zawsze najbardziej interesowali go ludzie, ich problemy i sposób życia. Już pod koniec lat pięćdziesiątych samochodem objechał Europę. Później podróżował po Rosji, m.in. koleją transsyberyjską. Odwiedził większość państw Ameryki Łacińskiej i wiele krajów w Azji. W 1986 r. kilka miesięcy spędził na wyspie Samoa, leżącej w połowie drogi między Hawajami i Nową Zelandią. Już jako dorosłemu człowiekowi udało Bolesławowi Sroce nie tylko poznać idola swej młodości, ale zaprzyjaźnić się z nim. Z Arkadym Fiedlerem i jego synami odbył też wyprawy podróżnicze po Kanadzie. Opisał te wspólne podróże, które miały miejsce w latach siedemdziesiątych XX w., w jednym z numerów „Kroniki Miasta Poznania”. Swymi podróżniczymi wrażeniami i doświadczeniami lubił się dzielić z innymi, m.in. podczas spotkań organizowanych przez Bibliotekę Publiczną w Sault Ste. Marie. W czasie pobytu w Indiach dwa i pół miesiąca spędził w jednym z hospicjów prowadzonych przez Matkę Teresę. Po powrocie do Kanady wspólnie z przyjaciółmi zebrał piętnaście tysięcy dolarów, które zostały przeznaczone na zakup ambulansu dla hospicjum pod Kalkutą. Pieniądze te udało się zebrać dzięki szerokiej akcji charytatywnej, w ramach której została zorganizowana loteria z nagrodami, dziecięca zbiórka butelek zwrotnych oraz sprzedaż domowych wypieków podczas wystawy psów. Na początku lat osiemdziesiątych stanął na czele akcji, której celem było zbieranie pieniędzy na pomoc dla ludzi „Solidarności”. W lutym 1982 r., w okresie stanu wojennego, dostarczył do Polski leki i żywność za zebrane 25 tysięcy dolarów. Dary te zostały dostarczone do szpitali, domów opieki i domów dziecka w okolicach Gdańsku. Rok później w 1983 r., kiedy papież Jan Paweł II przybył z drugą pielgrzymką do Polski, ponownie odwiedził Gdańsk. Wówczas jako korespondent pisma „Toronto Star” udało mu się porozmawiać z Lechem Wałęsą. W 1985 r. zorganizował w Sault Ste. Marie koncert charytatywny z udziałem polskiego pianisty jazzowego Janusza Skowrona, z którego dochód został przeznaczony na pomoc dla głodującej Etiopii. Bill, jak mówiono na niego w Kanadzie, brał czynny udział w życiu społecznym miejsca zamieszkania, czyli Sault Ste. Marie. Swój czas poświęcał m.in. walce o prawa zwierząt i mocno zaangażowany był w pracę Wielokulturowej Kuchni przy greckokatolickim kościele St. Mary. Od 1994 r. corocznie przybywał do rodzinnego domu w Swarzędzu. Te przyjazdy do Polski wykorzystywał również na pracę społeczną. Przez kilkanaście lat w porozumieniu z Powiatowym Urzędem Pracy w Poznaniu udzielał osobom bezrobotnym darmowych lekcji języka angielskiego, uważał bowiem, że ma dług wobec swej pierwszej ojczyzny. Oprócz kursów językowych organizował w szkołach i klubach prezentacje, podczas których opowiadał o swych licznych podróżach. Najczęściej był to pretekst, aby zbierać datki na cele charytatywne, np. dla Caritas czy Szpitala Rehabilitacyjnego dla Dzieci w Kiekrzu. We wspomnieniu pośmiertnym napisano, że „dla tych, którzy Go znali, pozostanie przykładem nie tylko oddania ojczyźnie i najbardziej potrzebującym, ale przede wszystkim uporu, umiejętności uśmiechania się mimo cierpienia, wewnętrznej radości i entuzjazmu w czynieniu dobra”. Zmarł w swoim domu 14 grudnia 2011 r. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Sault Ste. Marie 27 grudnia 2011 r. Doczesne szczątki Bolesława Sroki zostały sprowadzone z Kanady i na początku kwietnia 2012 r. spoczęły w grobie rodzinnym na cmentarzu parafialnym pw. św. Marcina w Swarzędzu.

 

 

 

Źródło: Zeszyty Swarzędzkie 2013

Odwiedza nas 4 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.