Napoleon w Swarzędzu...?

Swarzędz był świadkiem ważnych wydarzeń politycznych, które rozgrywały się na terenie Wielkopolskich. Przez Swarzędz przechodził główny trakt przemarszu wojsk francuskich w latach 1806-1812. W okresie tym miasto zajmowała trzecia legia polska pod dowództwem Jana Henryka Dąbrowskiego, oddziały 5 pułku piechoty Księstwa Warszawskiego oraz 2 i 3 pułku pieszego. W dniu 1806r. Napoleon Bonaparte w towarzystwie adiutanta Dezyderego Chłapowskiego dokonał inspekcji wojsk, oględzin Swarzędza i przeprowadził rekonesans okolicy dla celów militarnych. Z tym okresem wiąże się legenda o pobycie Napoleona Bonaparte w Swarzędzu. Jej przekaz tak przedstawia to wydarzenie:

 „ W Swarzędzu, miasteczku o jedną milę od Poznania odległym, jest około 4000 mieszkańców, z których większa część talmud wyznaje. Było to jesieni 1806 roku, kiedy burmistrz tamtejszy widział się zmuszonym zawezwać starszyznę żydowską, celem wyjaśnienia mu, co jest powodem tak nadzwyczajnego między nimi ruchu, któren od dni kilku uważał: jaką dano odpowiedź, nikt o tem, prócz pana burmistrza nie wiedział. Podczas jarmarku dopiero wyjawiła się wśród chrześcijan pogłoska, że żydzi w pobliskich wioskach 120 koni najęli, i że poza kirkutem ( cmentarzem ) takowe ujeżdżają, że wszystkie konie są w pięknie przybrane rzędy. W głowę zachodzili ciekawsi, co to znaczyło bo i inne jeszcze były poszlaki, że żydzi coś wielkiego knują.

Wiadomość, że Napoleon, cesarz Francuzów w Swarzędzu i okolicach stojące pułki osobiście w miejscu obejrzy, a tajemnicy żydowskiej zapomnieć kazała. Kto tylko do użytku miał przydatnych nóg parę, już od rana wybiegał do Zieleńca. Jest to młyn wodny w stronę ku Poznaniowi, nad brzegiem wielkiego jeziora w spodu piaszczystej góry, miejsce dla Swarzędza czarujące, a istotnie przyjemne pięknym na jezioro i na miasto widokiem. Po za karczemną stajnią zgromadził się niezliczony tłum Żydów: ich szwargotanie, wrzaski i hałas, byłby w stanie lichą artylerją zagłuszyć. Już w tenczas  każden mógł się domyślić, że owa żydowska tajemnica była w celu uczynienia niespodzianki dla Napoleona.

O pierwszej z południa krzyknął na dachu siedzący szajgee: „ Er Kymt! Er kymt!” (jedzie! jedzie!). Jakoż za kilka chwil ukazał się na pierwszym arabczyku mały kapral Francyj, Napoleon. Wypytywał się właśnie jednego z przybocznych jenerałów o strategiczne położenie Swarzędza. Oko jego oparło się na przeciwległej Górze, gdy nagle z poza stajni wybiegł znaczny poczet Turków, drogę cesarzowi zastępując. Wielkie turbany, brody, ogromne, czerwone, żółte i zielone kurty, czamary, konie strojne rozmaitej barwy pokryciem: pióra, pałasze, gdzie niegdzie piki i sztandary, nadawały tej jeździe szczególnej wojenny i azjatycki charakter. Napoleon wstrzymał konia  i spojrzał na swoich – nikt tego wypadku objaśnić nie umiał. Wtem wysuwa się naprzód dowódca jazdy tureckiej a pojechawszy na kilka łokci przed cesarza zdejmując z głowy turban mówiąc : „Furchten Sie nichts, Kaiserliche Majestat, wir sind keine Turken, wir sind Schwersenzer Juden” (nie lękaj się Wasza Cesarska Mość, myśmy nie Turcy, my jesteśmy żydki swarzędzkie ).

Śmiech Napoleona granic prawie nie miał – odważne Turki krzyknęły: „Wiwajt! Wielki Cesarz Napoleon niech żyje! Jeszcze raz niech z żyje” i powtórzywszy trzykrotnie „Wiwajt” usunęli się na stronę.

Marszałkowie francuscy zapewniali, iż nigdy się Napoleon tak serdecznie się nie uśmiał.

Ten satyryczno-humorystyczny opis ma niewielki związek z prawdą historyczną, pozostawił jednak po sobie legendę żyjącą do dziś w społeczeństwie swarzędzkim.

 

 

Źródło: „Swarzędz 1638-1988” Władysław Białek


 

 

 

 

 

Odwiedza nas 35 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.