Hakata w Swarzędzu - Hakata cz. 2

 

W sprawę wmieszał się jeszcze po drodze właściciel gospodarstwa rolnego Gersten Korn z Kobylegopola, dając zapewne dotychczasowym właścicielom jakieś dodatkowe gwarancje finansowe. Wszystko wskazuje więc na to, że młody Marco otrzymał pożyczkę w żądanej wysokości. Nie zmieniło to jednak stosunku właściciela do klienteli polskiej, gdyż już w 1910 r. w gościnnych murach restauracji Marco odbył się zjazd V okręgu Związku Kół Śpiewackich Polskich. Sprawa ta pokazuje, że interesy niemieckie w Swarzędzu były przez Hakatę na bieżąco monitorowane i wspierane, przy dużym zaangażowaniu czynników rządowych. Inną wartą wzmianki była akcja utrzymania w niemieckich rękach Hotelu Goerlta po śmierci właściciela, zapewne na początku 1906 r. Hotel ten był twierdzą niemieckiego nacjonalizmu w Swarzędzu, tutaj odbywały się niemal wszystkie antypolskie imprezy, tutaj padały najostrzejsze słowa przeciwko polskim współobywatelom. Nic więc dziwnego, że wobec perspektywy jego utraty Niemcy uderzyli we wszystkie dzwony. Pomimo prowadzonej intensywnie przez miejscowe środowisko niemieckie akcji agitacyjnej, za cenę żądaną przez wdowę Louise Goerlt żaden Niemiec hotelu nie chciał kupić. Znaleźli się natomiast chętni Polacy, z którymi właścicielka, nie bacząc na przewracającego się w grobie męża, rozpoczęła już wstępne pertraktacje. W marcu 1906 r., pomimo zainteresowania się sprawą Prezydenta Regencji, hotel cały czas nie miał nowego właściciela, ponieważ – jak pisał burmistrz Hoppmann – „cena sprzedaży jest zbyt wysoka”. „Jeśli Hotel Goerlta przejdzie w polskie ręce – konkludował tenże – nie pozostanie nic innego, jak tylkourządzić w Swarzędzu niemiecki dom związkowy (Vereinshaus) lub też zakupić gospodę Marco i przekształcić ją w budowlę w tym typie”. Hotel Goerlta w polskie ręce jednak ostatecznie nie przeszedł, bo jeszcze 29 lipca 1909 r. burmistrz Franz Peters zwracał uwagę na trudne warunki finansowe wdowy Goerlt, sugerując, że może ona sprzedać hotel Polakowi, jeśli nie otrzyma wsparcia finansowego. Szczegóły dalszego biegu tej sprawy nie są na razie znane, w każdym razie Hotel Goerlta znajdował się w niemieckich rękach jeszcze w okresie I wojny światowej.

Hakata w Swarzędzu, podobnie jak w innych miastach Rzeszy, kładła duży nacisk na uroczyste obchodzenie wszelkich patriotycznych rocznic, będących okazją do manifestacji narodowej jedności przeciwko żywiołowi polskiemu. Z punktu widzenia niemieckiego prawdziwie „patriotycznym” nazwać można rok 1913, gdyż zbiegły się wówczas dwie znaczące rocznice: 25-lecie panowania cesarza Wilhelma II oraz 100-lecie rozpoczęcia tzw. wojny wyzwoleńczej (1813‑1815), która doprowadziła do Kongresu wiedeńskiego, w wyniku którego nastąpiło włączenie do Prus m.in. Wielkopolski.

Zakres i rozmach uroczystości poświęconych tym rocznicom, przygotowywanych przez władze rządowe, prowincjonalne, regencyjne, powiatowe, miejskie oraz różnego rodzaju związki i stowarzyszenia, był niezwykle szeroki. W obchody aktywnie włączyła się oczywiście Hakata, dla której tak bogaty w doniosłe rocznice rok stał się okazją do szeroko zakrojonej promocji. W historii Ortsgruppe Schwersenz rok ten był, jak się wydaje, szczególnie ważny. Dnia 10 lutego odbyło się w Hotelu Goerlta zebranie wyborcze, w którym licznie udział wzięli nowo przybyli do Swarzędza członkowieHeimstättengenossenschaft (Towarzystwa Domów Rodzinnych). Do zarządu wybrani zostali: redaktor Fritz Brand (przewodniczący), lekarz powiatowy Guttwein (zastępca przewodniczącego), kantor Werner (sekretarz), nauczyciel Landgraf (kasjer) oraz nauczyciel Broh, mistrz stolarski Rann i komisarz obwodu, kapitan swarzędzkiej Landwehry, Reymann (jako członkowie) – ten ostatni zresztą nie na długo, gdyż 1 lipca odwołany został ze Swarzędza po dziesięcioletniej działalności urzędowej. Na zebraniu obecny był także całkowicie oddany hakatystycznej sprawie burmistrz Adolf Sperling, który zaproponował, aby odtąd zebrania grupy miejscowej odbywały się co miesiąc (z czego wynika, że wcześniej nie było ustalonych regularnych terminów) oraz aby corocznie święcić przez uroczysty komers urodziny Ottona von Bismarck (1815-1898), postaci dla Hakaty bez wątpienia kultowej, co spotkało się z żywą aprobatą zgromadzonych. Następnie wystąpił sekretarz Ostmarken-Verein z Poznania Fritz Vosberg, przemawiając na temat polskich ruchów kobiecych. Po nim pałeczkę przejął Fritz Brand, dając wykład pt. „Czego uczy nas ruch polskich kobiet?” Na zakończenie ponownie wystąpił Vosberg, przybliżając cele i zadania Hakaty, jak również odpowiadając na pytania zgromadzonych. Do związku przystąpiło wówczas około 20 osób, wydaje się więc, że ostatnie lata przed wybuchem wojny to dla swarzędzkiej Hakaty okres największej prosperity.

Zapowiedziany w lutym 1913 r. pierwszy swarzędzki Bismarckkommers miał miejsce 31 marca („żelazny kanclerz” urodził się 1 kwietnia) i rozpoczął się o 19.30 defiladą towarzystw niemieckich. Jak donosił „Posener Tageblatt”, pochód wyruszył spod Hotelu Goerlta. 

Na jego czele postępowali gimnastycy z Deutsche Männer-Turnverein(Niemieckiego Związku Gminastycznego Męskiego) i kapela 47. Pułku piechoty (Infanterie-Reg. No 47) pod batutą dyrygenta Berdiena. Następnie szli:Landwehrverein (Związek Obrony Kraju), pozostali członkowie Deutsche Männer-TurnvereinSchützengilde (Bractwo Kurkowe), Deutsche Männergesangverein(Niemiecki Związek Śpiewaczy Męski), Deutsche Heimstättengenossenschaft(Niemieckie Towarzystwo Domów Rodzinnych), Lehrerverein (Związek Nauczycieli), Jüdische Literaturverein (Żydowski Związek Literatury),Landwirtschaftliche Verein (Związek Rolniczy), Ostmarkenverein iRadfahrerverein (Towarzystwo Cyklistów). Swarzędzcy nacjonaliści kroczyli udekorowanymi flagami ulicami (Kórnicką, Dworcową, następnie obecnym placem Niezłomnych i Rynkiem), flankowani pochodniami, które nieśli członkowie komanda dowodzonego przez kapitana miejscowej Landwehry Reymanna. Pochód skończył się na rynku, gdzie przygotowano wysoki stos drewna do rozpalenia „Ognia Bismarcka” (Bismarck-Feuer). Wszystkie obecne w paradzie stowarzyszenia ustawiły się wokół i przy dźwiękach pieśni „Deutschland, Deutschland über alles” rozniecono ogień. W takiej scenerii przemówił przewodniczący Ostmarkenverein Ortsgruppe Schwersenz Fritz Brand, naświetlając znaczenie komersów bismarckowskich i wznosząc trzykrotny okrzyk na cześć cesarza. Wrzucenie pochodni do palącego się stosu przy dźwiękach hymnu narodowego, a następnie wspólna modlitwa, zakończyły plenerową część imprezy. O godzinie 20.30 wszyscy udali się do Hotelu Goerlta, gdzie udekorowani zostali ozdobną szarfą, każdy otrzymał także śpiewnik W komersie właściwym udział brało, według doniesień prasy, około 200 osób. Scena udekorowana została kwiatami, pośród których wstawiono portret Bismarcka. Spotkanie otworzył burmistrz Adolf Sperling, który w uroczystych, starannie dobranych słowach przedstawił postać „żelaznego kanclerza”, jego dokonania na tle czasów, w których przyszło mu działać, wyraził też nadzieję na pojawienie się „nowego Bismarcka” w obecnych trudnych czasach. Następnie koncert pieśni patriotycznych dało Towarzystwo Śpiewacze Męskie pod kierownictwem kantora Roberta Wernera. Kiedy umilkły oklaski, okrzyk na cześć cesarza wzniósł wiceprzewodniczący swarzędzkiej Hakaty dr Guttwein, uroczystą przemowę (Festrede) wygłosił natomiast Fritz Brand, skupiając się na postaci Bismarcka. Następnie Towarzystwo Gimnastyczne przedstawiło układy grupowe, po czym kupiec Lemke wzniósł okrzyk na cześć Branda. Po części oficjalnej nastąpiła ta bardziej „luźna”, wypełniona toastami, koncertami skrzypcowymi i pieśniami. „Cała impreza – jak podkreślano w prasie – powinna przyczynić się do ukształtowania silnego poczucia niemieckości miasta”. I niewątpliwie przyczyniła się, antagonizując jeszcze bardziej swarzędzką społeczność. Ostmarkenverein nie tylko wspierał różne niemieckie stowarzyszenia, ale także miał swoje własne. Mowa o Musikverein (Towarzystwie Muzycznym) Deutsche Treue („Niemiecka Wierność”). Organizacja ta powstała najprawdopodobniej w kwietniu lub maju 1905 r., a pierwsza informacja o niej pojawiła się w jednym z sierpniowych numerów „Posener Tageblatt”. Przewodniczącym Towarzystwa został swarzędzki przedsiębiorca budowlany Herms. Na zebrania, które odbywały się raz w miesiącu, wstęp mogli mieć tylko Niemcy, a do szeregów towarzystwa rekrutowani byli wyłącznie członkowie Ostmarkenverein, głównie rzemieślnicy i synowie osadników. Zachowała się informacja, że 6 sierpnia 1905 r. Towarzystwo Muzyczne zorganizowało w Gowarzewie Święto Lata (Sommervergnügen), na którym mowę wygłosił starszy nauczyciel (Oberlehrer) Braune z Poznania, przekonując zebranych o odwiecznej niemieckości Poznańskiego.

Następnie miały miejsce okrzyki na cześć cesarza, odśpiewanie hymnu i marsz z pochodniami połączony z fajerwerkami, a spotkanie zakończyła część rozrywkowa z tańcami do białego rana.

Tego typu imprez, obliczonych przede wszystkim na zintegrowanie pochodzących z różnych stron kolonistów, organizowano zapewne stosunkowo dużo. Towarzystwo Deutsche Treue było więc przybudówką Hakaty, jej „śpiewającym ramieniem”, przy czym trudno powiedzieć dlaczego oczekiwań skrajnych nacjonalistów w tym względzie nie zaspokajała wyraźna atencja, jaką okazywała im działająca w Swarzędzu grupa miejscowa niemieckiego Związku Śpiewaczego Męskiego (Männergesangverein), której przewodził nie kto inny, jak kantor Robert Werner – czołowy swarzędzki hakatysta. Po wybuchu I wojny światowej, pomimo coraz mniej sprzyjających warunków zewnętrznych, działalność Hakaty trwała nadal. Trudno powiedzieć obecnie coś więcej na temat owej działalności, być może dalsze badania rozświetlą nieco ten temat. W każdym razie świętowano nadal różne niemieckie uroczystości, w tym komersy bismarckowskie, jednak już nie tak wystawnie, jak w okresie pokoju. Stosunkowo obszerny opis takiego spotkania w Niedzielę Palmową (2 kwietnia) 1915 r. zamieścił „Posener Tageblatt”. Zrezygnowano teraz z części plenerowej, zbierając się od razu w sali Hotelu Goerlta. W pierwszych rzędach – pod czujnym okiem Bismarcka spoglądającego z portretu autorstwa znanego niemieckiego malarza-realisty Franza von Lenbach – siedzieli zasłużeni wojskowi, w tym bohater swarzędzki, kapitan Höfig, dowódca kompanii batalionu „Schroda”, który za zasługi wojenne podczas bitwy zimowej na Mazurach otrzymał Krzyż Żelazny Pierwszej Klasy. Pojawił się także sekretarz generalny Hakaty z Poznania Fritz Vosberg. Po odśpiewaniu patriotycznych pieśni, okrzyk na cześć cesarza wzniósł burmistrz Sperling, który przebywał akurat w Swarzędzu na rekonwalescencji po tym, jak podczas walki na froncie wschodnim otrzymał postrzał w głowę (odznaczony Krzyżem Żelaznym Drugiej Klasy). Następnie rozpoczęła się część artystyczna. Panna Meta Margis z Poznania wykonała utwór „Kreuzzug” Schuberta z towarzyszeniem na fortepianie panny Lange z Poznania. Z mową poświęconą Bismarckowi wystąpił przewodniczący swarzędzkiej Hakaty Fritz Brand, przy okazji nie zostawiając suchej nitki na Anglii. Pozostając w tym samym duchu, pani Lina Starke z Poznania zadeklamowała dwa wiersze poświęcone nienawiści Niemiec do Anglii (!). Następnie kilkakrotnie pokaz swoich możliwości wokalnych dała ponownie panna Margis, wykonano kilka wierszy, a wspólne odśpiewanie „Deutschland, Deutschland über alles” zakończyło imprezę.

Wspominając działalność Hakaty w okresie wojny nie można pominąć epizodu, w którym – jak można przypuszczać – odegrała ona główną rolę. W miesiąc po opisanym wyżej komersie bismarckowskim znajdujemy na łamach „Posener Tageblatt” następującą informację: „Włodarze naszego miasta [sc. Swarzędza – WG] postanowili, aby szefowi sztabu generalnego armii na wschodzie, ekscelencji Ludendorffowi, który urodził się w zaledwie 3 km od Swarzędza leżącym majątku rycerskim Kruszewnia, nadać godność obywatela honorowego i aby prowadzącą do Kruszewni ulicę Kórnicką odtąd nazywać ulicą Ludendorffa”. Decyzję zakomunikowano generałowi w wiernopoddańczym piśmie podpisanym przez burmistrza Adolfa Sperlinga. Zgodę na tę propozycję wyraził Ludendorff w piśmie z 5 maja, serdecznie dziękując za tak znaczące wyróżnienie jego osoby. Chociaż w prasie jako ojców tej inicjatywy podano członków Magistratu i Rady Miejskiej (przy okazji dowiadujemy się, że propozycja przeszła jednogłośnie), to jednak biorąc pod uwagę ścisłe powiązania urzędników miejskich (z burmistrzem na czele) z Hakatą, za właściwych inspiratorów, a na pewno gorących orędowników sprawy uznać można właśnie aktywistów Związku Kresów Wschodnich. Generał Erich Ludendorff – chodzący wówczas w glorii chwały zwycięzcy spod Tannenbergu – był dla Hakaty postacią szczególną. Jako zdeklarowany sympatyk tej organizacji (później wszedł nawet do jej zarządu), należał do zwolenników „twardego kursu” wobec Polaków, a swoimi poglądami w kwestii wschodniej wpisywał się w główną linię działań niemieckich nacjonalistów. Nic więc dziwnego, że został on pierwszym znanym obywatelem honorowym Swarzędza – miasteczka, którego władze zdominowane były przez zwolenników Hakaty.

W nowo powstałym państwie polskim nie było oczywiście miejsca dla skrajnie nacjonalistycznych idei i pomysłów lansowanych przez Ostmarkenverein. Zapewne jego co bardziej aktywni członkowie i sympatycy – jak działo się to powszechnie w innych miastach przechodzących pod polską administrację – opuścili miejsce dotychczasowego zamieszkania, przenosząc się dalej na zachód, w związku z czym organizacja uległa samorzutnemu rozwiązaniu. Nie udało mi się natrafić na żadne dokumenty ani doniesienia prasowe, które oświetliłyby ostatnie dni swarzędzkiej Hakaty, trudno zatem snuć tutaj dalsze przypuszczenia. Podsumowując działalność Związku Kresów Wschodnich w Swarzędzu można natomiast powiedzieć, że jego aktywność – uwzględniając zachowane do dzisiaj źródła – nie wybiegała w jakiś szczególny sposób poza to, co robiły inne oddziały tej organizacji w miasteczkach sąsiednich. PoczynaniaOrtsgruppe były całkowicie zgodne z linią wytyczoną przez Zarząd Główny, a inicjatywy kreowane „na górze” znajdowały szybki oddźwięk w terenie.

Działalność Ostmarkenverein, szczególnie intensywna w ostatnich latach administracji pruskiej, wpływała na niemal cały niemiecki ruch stowarzyszeniowy w Swarzędzu i inspirowała wiele antypolskich inicjatyw, stanowiąc jedną z najczarniejszych kart w – i tak niełatwych – stosunkach polsko-niemieckich pod pruskim zaborem.

 

 

Źródło: Zeszyty swarzędzkie 2011  <-- KLIKNIJ TUTAJ

 

 

 

logo

Odwiedza nas 106 gości oraz 0 użytkowników.


Copyright © 2013. All Rights Reserved.